czwartek, 13 października 2011

Point Precision















„Chińska luneta? Nie kupuj tego, rozpadnie się po kilku strzałach”. To najczęściej słyszana odpowiedź na pytanie, czy warto kupić tanią lunetę z Dalekiego Wschodu. Okazuje się jednak, że luneta lunecie nierówna i opinia może być na tyle przesadzona, że aż nieprawdziwa.
Kiedy spotkałem się z propozycją testowania lunet marki Point Precision, z początku byłem nastawiony więcej niż sceptycznie. Krótko mówiąc, broniłem się przed tym rękami i nogami. Niestety, zostałem do tego zmuszony. Dobrze – trochę przesadzam. Natomiast dostałem wolną rękę, mogłem z tym robić, co chcę, zakładać na co chcę, strzelać, ile wlezie. Przykazane było tylko, żeby nie wbijać nią gwoździ i nie topić w kwasie solnym.
Zachęcony tymi słowami, pomyślałem sobie, że w sumie co mi szkodzi. Założę na jakąś mocną wiatrówkę, rozsypie się w pięć minut i będę zwolniony z pisania dłuższej recenzji, ograniczę się do stwierdzenia, że nie warto kupować sobie na wiatrówkę sprężynową lunety z Chin za kilkaset złotych.
Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Na warsztat poszła wiatrówka Weihrauch HW 90, ledwo mieszcząca się w limicie. Niejedną lunetę już ma na sumieniu, to i tym razem powinna dać radę. Coś jednak stało się nie tak, jak miało być. Śrut mi się skończył w pudełku, a luneta wciąż żyła. Po drugiej paczce stwierdziłem, że może dla poprawy humoru założę większą lupę, czyli z zasady mniej wytrzymałą. Jak się rozsypie, to wrócę do małej. Cóż, większa też wytrzymała dwie paczki...
W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak zwrócić się za pośrednictwem redakcji do ludzi, którzy posiadali bardziej kopiące wiatrówki, z prośbą o dokonanie testów wytrzymałościowych. Jak się zakończyły? Zdziwią się pewnie Państwo, ale na razie nie uprzedzajmy faktów...

Point Precision 3-12x42AO
Luneta, tak jak i jej większa siostra, przyszła do mnie w tekturowym pudełku. Zupełnie estetycznym, nie ma co narzekać. W środku znajdowała się luneta z nakrywkami na gumce (popularnie zwane bikiki) i jakaś skrócona instrukcja obsługi. Dodatkowo otrzymałem montaż jednoczęściowy i komplet zakrywek typu flip open. Na stronie internetowej sklepu właśnie wyczytałem, że to zestaw fabryczny, czyli otrzymuje się wszystko razem w jednej cenie.
Całość sprawia całkiem dobre wrażenie. Luneta pokryta jest lakierem proszkowym, czarnym, półmatowym. Nie ma żadnych zgrubień farby, czy zacieków, nie zauważyłem też najmniejszych ubytków. Szkła były czyste i bez najmniejszej rysy, o lekko zielonym odcieniu.
Obraz w lunecie? Cóż, Bushnell, Kahles czy Leupold mają lepszy, bez najmniejszych wątpliwości. Jednak nie ma się co łudzić, że luneta, za mniej niż dziesiątą część wartości wyżej wspomnianych, dorówna im zarówno pod względem jasności obrazu, jak i rozdzielczości. Cudów nie ma, jakość musi kosztować. Choć z drugiej strony nie jest tak źle. W lunecie w dzień słoneczny i pochmurny cel widać, nawet zupełnie wyraźnie. Obraz jest zimny, na obrzeżach lekko zdeformowany. Z racji stosunkowo małego zakresu powiększeń, obszar widziany w lunecie jest dość duży. Rozdzielczość, lepsza niż się spodziewałem – na 100 m, bez problemu można liczyć małe wiosenne listki na brzozie. Do rekreacyjnego strzelania w zupełności wystarczy.
Na zawody już niekoniecznie. Obraz jest dość ciemny, w lesie może być kłopot z odnalezieniem celu, zwłaszcza jeśli będzie to na przykład ciemna kill zona na ciemnym tle figurki ukryta w cieniu.
Dodatkowo utrudni nam życie dość gruby krzyż. Mil Dot jest wyraźny, nawet za bardzo – kropka skutecznie przesłania kapsle od butelek PET, leżące ponad 40 m od strzelca.
Pokrętła chodzą nad podziw dobrze – zarówno regulacja paralaksy, jak i powiększenia – dość ciężko by nie walczyć z samoprzestawiającymi się ustawieniami, a jednocześnie na tyle lekko, że nawet po dłuższej zabawie nie będą nas bolały palce, ruchy są płynne, bez zacięć.
Co do wież, to mam mieszane uczucia. Kliki co prawda są wyczuwalne, jednak sama regulacja nie należy do najprecyzyjniejszych. Ogólnie, 1 klik to jedna czwarta MOA, ale tylko w teorii. W praktyce czasem przesunie się punkt trafienia o milimetr na dystansie 25 m, a czasem o 2 lub 3. Dokładne wyzerowanie lunety to zabawa na dłuższe popołudnie, jednak da się to zrobić. Co najważniejsze, ustawienia się same nie zmieniają, zero trzyma jak zamurowane. To dobrze, tym bardziej, że regulacja nie należy do najprzyjemniejszych, także z tego powodu, że potrzeba do tego monety, a jak ktoś nie ma przy sobie drobnych, to zaczyna się kombinowanie...

Point Precision 4-16x50 AOE
Tak samo jak małe PP, także i to przyszło w pudełku z zakrywkami typu bikini. Dodatkowo dostałem montaż dwuczęściowy i zakrywki flip-open.
Teoretycznie od mniejszej siostrzyczki różni ją wszystko. Zarówno zakres powiększeń, jak i regulacji, jest inny. Jednak czuć, że obie wyszły z tej samej fabryki.
Tubus calowy, tak i w przypadku 3-12 pokryto czarnym półmatowym lakierem. Powłoka jest położona równie poprawnie, nie ma się do czego przyczepić, całość wygląda bardzo estetycznie. Białe oznaczenia są bardzo wyraźne, nie ma wątpliwości co do tego, jakie właśnie mamy ustawienie odległości czy powiększenia.
Pod pozornie takimi samymi zakrywkami schowane są jednak zupełnie inne pokrętła. W tym przypadku mamy pokrętła jakby taktyczne, z regulacją 1/8 MOA. Dodatkowo istnieje możliwość wyzerowania nastaw dzięki trzem małym śrubkom. Niestety, także i tutaj jeden kilk nie zawsze odpowiada jednej ósmej minuty kątowej, czasem punkt trafienia przesuwa się mniej, czasem więcej. Całe szczęście, że gdy najpierw przestawimy lunetę o 10 klików w lewo, a potem damy 10 w prawo, to wrócimy z punktem trafienia dokładnie w to samo miejsce.
Pokrętła chodzą bez zacięć, nie ma też zbędnego luzu. Muszę jednak wspomnieć też o jednej przypadłości, mianowicie odległości podane na pierścieniu AO nie odpowiadają rzeczywistości. Ustawienie ostrości na 20 yd powinno dać piękny i czysty obraz na około 18 m, jednak w praktyce było to około 25 m. Błąd wyskalowania, dotyczy to zresztą całego zakresu. Najniższa wartość zaznaczona na pierścieniu to 20 yd. Skutkiem tego na większych powiększeniach niezbyt wyraźnie widać cel na 10 czy 15 m, całość jest trochę rozmazana. W ogóle przy większych powiększeniach całość ma tendencję do rozmazywania, lepiej unikać krotności 15 i 16, do powiększenia x14 wszystko jest w porządku.
Krzyż jest właściwie taki sam jak w 3-12 – Mil Dot. Trochę za gruby, potrafi przesłonić mały cel.
Luneta, w odróżnieniu od mniejszej siostry, ma opcję podświetlenia krzyża. Niestety, w typowo chińskim wykonaniu. Można ustawić aż 11 stopni podświetlenia, ale właściwie do pracy nadają się tylko pierwsze dwa czy trzy. Reszta jest zdecydowanie zbyt rażąca, a co gorsza, jeszcze lepiej od krzyża jest oświetlone wnętrze tubusu, co zamiast pomagać podczas strzelania, niepotrzebnie rozprasza i oślepia. Moim zdaniem to zbędny bajer, do strzelania z wiatrówki w zupełności wystarcza luneta z jasnym obrazem.
A ten, z racji dużej średnicy obiektywu jest dość jasny. I znów – wiele mu brakuje do lunet za parę tysięcy złotych, jednak nie do osób zamożnych jest skierowana oferta lunet Point Precision, tylko do tych, którzy za dość małą kwotę chcą postrzelać z lunetą.

Twarda sztuka
Lunety PP, o których czasem pisze się na różnych forach dyskusyjnych, poświęconych strzelectwu swój monogram wywodzą od nazwy Point Precision. Jeden z moich kolegów ustawicznie się mylił i nazywał te lunet Power Point. Pewnie za dużo pracuje przy komputerze, jednak o dziwo wiele się nie pomylił.
Gdy nie udało mi się zniszczyć lunet, strzelając z HW 90, podjęto decyzję o przeprowadzeniu testów zniszczeniowych na mniej eleganckich wiatrówkach. Mniejsza trafiła na Hatsana 80, a większa najpierw na HW 97 K, a później na AirArms TX 200, który już dwie lunety, i to wcale nie z najniższej półki, ma na sumieniu – uszkodził nawet Deltę Optical Titanium, czyli optykę chwaloną miedzy innymi za wytrzymałość.
I co? I nic... Z żalem muszę przyznać, że nie będę miał satysfakcji i nie napiszę, że lunety się rozsypały. Nic
z tych rzeczy, obydwie przeszły test w niemal nienaruszonym stanie.
Po wystrzeleniu w sumie kilku tysięcy strzałów (najpierw z HW 90, później z pozostałych wiatrówek) mechanizmy wewnątrz lunet pozostają w stanie jak nowym. Nic nie grzechocze, nic nie trzeszczy, nic się nie posypało. Zero trzyma jak zamurowane, lunety w każdej chwili są gotowe do dalszej pracy.
Jedyne zastrzeżenia można mieć do jakości powłok na szkłach – zaczęły się pojawiać odpryski na wewnętrznej powierzchni szkła na obiektywie. Jakie to ma znaczenie? Podczas strzelania w pełnym słońcu trochę przeszkadzają refleksy światła. Ale nie jest wcale tak, że nic nie widać, jednak do pełnego komfortu pracy trochę brakuje.
Jak wspomniałem, lunety test zniszczeniowy przeszły śpiewająco. Nie dotyczy to jednak dołączonych zakrywek flip-open. Te od początku sprawiały pewien kłopot, odchylone wieczko trochę latało. No i mocowanie nie wytrzymało wstrząsów spowodowanych kopiącą wiatrówką i pękło. Mała strata, po pierwsze zawsze w rezerwie zostają fabryczne osłonki na gumkach, ponadto można kupić coś lepszego, choćby popularne Buttler Creek. Inna rzecz, że takie zakrywki będą niewiele tańsze od małej lunety Point Precision.

Na koniec
Dzięki lunetom PP miałem okazję do zweryfikowania swojego zdania na temat chińskich produktów. Do tej pory uważałem, że wydanie 200 czy 300 zł na lunetę ze zmiennym powiększeniem i postawienie jej na wiatrówce sprężynowej, to jedynie strata pieniędzy. Dziś już tak nie uważam. Oczywiście kilka tysięcy strzałów to zbyt mało, by jednoznacznie powiedzieć, że luneta jest wytrzymała. W końcu tyle strzałów można oddać w jeden weekend na działce. Dla innych jednak będzie to jeden sezon strzelecki. Tymczasem dystrybutor udziela na swój towar dwuletniej gwarancji. Kiedyś myślałem, że to tylko chwyt reklamowy, działanie pod publiczkę i na wyrost, jednak przeprowadzony test daje podstawę sądzić, że lunety Point Precision rzeczywiście przez minimum dwa lata będą działać niezawodnie, nawet na mocnej wiatrówce sprężynowej.
Obraz daleki jest do doskonałości, ale też zastanówmy się, kto wyda 200 czy 300 zł na lunetę? Zapewne ktoś, kto wcześniej kupił Hatsana czy Slavię, wiatrówkę za mniej niż 1000 złotych. Ktoś, kto liczy każdą złotówkę lub zwyczajnie nie ma ochoty kupować sprzętu za kilka tysięcy. Jest takie powiedzenie, że biednych nie stać na kupowanie tanich rzeczy. Zwykle zakup taniej lunety wiąże się z tym, że po paru tygodniach lub miesiącach trzeba kupić nową, bo stara nie przeżyła. Mam podstawy sądzić, że w przypadku PP byłyby to całkiem rozsądnie wydane pieniądze. Luneta jest wykonana estetycznie, jakość obrazu w zupełności zadowoli strzelających rekreacyjnie. Pewne kłopoty z ustawieniem zera, czy występujący błąd paralaksy (na małych odległościach zdarza się, że punkt celowania rozmija się z punktem trafienia, jeśli oko nie jest idealnie w osi optycznej lunety) nie powinny zniechęcić kogoś, kto szuka trwałej i w miarę niedrogiej lunety. Point Precision powinien zadowolić każdego nabywcę, który nie zdecyduje się na wydanie paru tysięcy na lunetę do wiatrówki.


Przegląd Strzelecki "Arsenał", maj 2009

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prześlij komentarz